Wywiad z terapeutą

Panem Marcinem P., młodszym specjalistą do spraw terapii

Ile lat pracuje Pan w zawodzie?

W moim zawodzie pracuję około 7 lat.

Czy potrafi Pan oszacować, jaki procent osób uzależnionych, które do Pana przyszły – nie powrócił na drogę nałogu?

Trudno odpowiedzieć na to pytanie. Ja akurat zajmuję się terapią indywidualną, natomiast moi koledzy terapią grupową. Nie każdy człowiek wymaga podjęcia terapii grupowej. Do mnie kierowani są młodzi ludzie, uzależnieni najczęściej od marihuany. Na zadane pytanie mogę odpowiedzieć jedynie w taki sposób: łatwiej jest zerwać z nałogiem osobom młodym, których ”staż” w tej kwestii(nałogu) jest krótki. Kolejny aspekt to kwestia krzyżowania ze sobą narkotyków, tzn. jeśli osoba uzależniona jest tylko i wyłącznie od marihuany, to łatwiej jest jej z tym skończyć. Jeśli jednak mamy do czynienia z marihuaną, do tego dochodzi powiedzmy amfetamina- sytuacja staje się poważniejsza. Pragnę wspomnieć, że nie ma granicy uzależnienia. Nałóg to niezwykle podstępna choroba.

Zajmuje się Pan również dziećmi alkoholików, narkomanów. Jakie zachowania, mechanizmy daje się u nich zauważyć?

Osoby pochodzące z dysfunkcyjnych rodzin często nie potrafią określić uczuć, jakie w nich tkwią. Żeby umieć wyrażać uczucia- trzeba je znać, a w tym wypadku często występuje deficyt okazywania dzieciom czułości. Kolejna rzecz to zachwiane poczucie bezpieczeństwa, zaniżona samoocena, wstyd, osamotnienie, lęk czy pustka. Dzieci często kumulują w sobie złość, co prowadzi do zachowań autodestrukcyjnych, poprzez które młody człowiek chce zwrócić uwagę na swoją osobę.

Czy dzieci te również mają problem z alkoholem, bądź narkotykami?

Różnie. Gdy młody człowiek nie radzi sobie ze stresem w domu, to sięga po alkohol, narkotyki. Inna osoba z takiej rodziny zapisuje się do grupy terapeutycznej, będącej swego rodzaju schronieniem. Tak więc jedni nie radzą sobie, inni szukają konstruktywnych rozwiązań. Kolejna kwestia to fakt, że dziecko z domu, w którym jest alkohol nie zna niczego innego, nie do końca wie, że jest to coś złego. Dlatego samo pije, jak na przykład ojciec. W rodzinach z dysfunkcją wyróżniamy  ponadto różne role wśród dzieci. Jedną z nich jest ”kozioł ofiarny” i to właśnie taka osoba najczęściej powiela schemat swoich rodziców.

Czy istnieją ”predyspozycje genetyczne”, dzięki którym jest większa szansa na to, że dla przykładu dziecko alkoholika również będzie piło?

My terapeuci głosimy, że nie ma predyspozycji genetycznych do picia, brania narkotyków. Mówi się, że osoby z rodziny alkoholika, narkomana są w tak zwanej ”grupie ryzyka”. Niektórzy brną w nałóg, nawet mimo uprzedniego zapierania się ”nie będę taka jak moja matka”. Wówczas powielany jest schemat. Inni natomiast mają obrzydzenie do używki, która dominowała w domu. Można powiedzieć, że alkoholizmu, czy narkomanii nie dziedziczymy, aczkolwiek po rodzicach można mieć uwarunkowania psychologiczne, jak wrażliwość, czy brak silnej woli sprzyjające popadaniu w nałogi.

Czy może się zdarzyć, że dziecko wychowujące się w rodzinie dotkniętej problemem wspomnianych uzależnień może wyjść z tego ”cało”, to znaczy nie doznać żadnego uszczerbku w psychice?

Każdy ponosi jakieś koszty emocjonalne. Jestem przekonany, że nie ma osób, które wyszły z tego cało. Jak wspomniałem koszta są zawsze, ale mogą występować o różnym nasileniu. Przez zachwiane poczucie bezpieczeństwa, o którym była już mowa – człowiek nie może realizować się w życiu. Trudności w szkole, tak często spotykane u dzieci z rodzin np. alkoholowych spowodowane są właśnie brakiem poczucie bezpieczeństwa.

Na czym polega terapia osoby uzależnionej / dziecka osoby uzależnionej?

Dla osoby dotkniętej nałogiem najważniejsze jest utożsamienie się z chorobą, zdanie sobie sprawy z tego, że ”jestem chory. nałóg ma nade mną przewagę, muszę z nim walczyć” . Narkoman, czy tez alkoholik uczy się rozpoznawania u siebie rozmaitych mechanizmów związanych z odstawieniem używki. Następnie uczymy go, jak radzić sobie z ”głodem”. Taka osoba musi stosować się do zaleceń, by terapia miała sens.  Tematy spotkań dotyczą też uczuć, prowadzi się tak zwane dzienniczki uczuć. Na grupie terapeutyczne kładzie się nacisk na abstynencję, natomiast ja, pracując indywidualnie z młodym człowiekiem nie zawsze musze umówić się z nim na abstynencję. Zależy mi na powolnym redukowaniu zażywania danego środka. Być może, gdybym na pierwszym spotkaniu kazał na przykład chłopakowi przestać palić marichuanę- z pewnością nigdy więcej by już się u mnie nie pojawił. Najważniejsza dla uzależnionego jest poprawa jakości życia.. Nie każemy choremu zapewniać siebie ”juz nigdy nie będę pić”, ”już nigdy nie będę brać”. To jest niebezpieczne, nigdy nie ma się pewności, co będzie jutro. Najważniejsze jest, że nie ulega się w tym momencie, że potrafi się normalnie żyć. Uczymy, by zawsze być czujnym. Znamm osoby, które po kilku latach abstynencji zaczęły brać ,czy pić. Cel terapii każdy stawia sobie sam. Dla jednego sukcesem będzie zdobycie dobrej pracy, dla kogoś innego schludne ubieranie się. Najważniejsza rzecz jasna jest abstynencja, ale terapia wiąże się też z innymi rzeczami.

Młodzież uczy się radzenia sobie  z tym, co dzieje się w domu, przygląda się swoim kontaktom ze środkami zmieniającymi świadomość, nabywa wiedzę a chorobie alkoholowej, czy tez narkomanii. Moim zadaniem jest uświadomienie dziecku, czy innej osobie z dysfunkcyjnej. rodziny, że niczemu nie zawinił. Tłumaczę młodym osobom, że rodzice ich kochają. Często  spotykamy się z mechanizmem zamrożenia uczuć, nie okazuje się ich. Można to metaforycznie przedstawić. Uczucia zamrożone są w lodowej bryle, z czasem promienie słońca ogrzewają ową bryłę i zaczyna się ona roztapiać. Wówczas, dzięki terapii człowiek potrafi okazywać zamrożone uczucia. Nie jest to jednak natychmiastowy proces, wymaga on czasu.

Czy kiedykolwiek miał Pan wątpliwości związane z pracą w tym zawodzie? Czy np. ze względu na niski wskaźnik ”wyleczonych” chciał Pan zrezygnować?

Nie. Lubię swoją pracę. Miałem w swoim życiu epizod, gdy pracowałem także jako kurator sądowy. Jednak nie czułem się dobrze w tej roli. Restrykcja nie jest dla mnie, nie lubię nakazywać, wolę podpowiadać. Lubię swoją pracę, dużą przyjemność sprawia mi obcowanie  z ludźmi i pomaganie im.

Co może Pan powiedzieć studentom pedagogiki resocjalizacyjnej, na których drodze stanie z pewnością wiele przeszkód, wątpliwości odnośnie wybranego zawodu?

Mogę powiedzieć, że pewne rzeczy się po prostu czuje. Czasami trzeba się sprawdzić, poznać coś innego, żeby wiedzieć, co jest dla nas odpowiednie, z czym nam dobrze. Czasem rozum oszukuje, wypada więc wsłuchać się w coś innego… należy kierować się sercem. Ono podpowie właściwie. Rzecz jasna nie można się poddawać. Najważniejsze, to czuć się spełnionym w wykonywanym zawodzie.

About these ads

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Twitter picture

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

%d bloggers like this: